Adele kupuje miecz samurajski/kwiecień, 2016

 



Adele kupuje miecz samurajski

mt:ignore

 Kioto, japońskie nastroje

Czy ktoś może sobie wyobrazić takie wydarzenie? Ja raczej nie. Aby coś takiego mogło mieć miejsce trzeba mieć pieniądze i kochać japońskie miecze. Z tym pierwszym Adele na pewno nie ma żadnych problemów. A to jest czynnik, który dla 99% miłośników mieczy samurajskich jest nie do pokonania. Miłość do mieczy jest, ale z finansami znacznie gorzej. A telewizja dzisiaj podała, że prezesi spółek skarbu państwa (czyli naszych wspólnych spółek) zarabiali po 200-300 tysięcy złotych miesięcznie! I nadal zarabiają, ale ponoć idzie dobra zmiana. Oczywiście, chciałbym żeby Adele zainteresowała się mieczami samurajskimi, ale póki co, sama też ma kłopoty. Ktoś wykradł intymne zdjęcia i zamieścił w necie, później zawistna nagonka w efekcie której Adele ma zamiar wycofać się z występów na 5 lat! Mój Boże, co to się dzieje? Prosty stąd wniosek, że każdy ma kłopoty.

mt:ignore

 

Jednak ten artykuł ma być nie o pieniądzach, ale o pięknie mieczy japońskich. W czasie moich stałych polowań na książki o mieczach trafił mi się prawdziwy rarytas. To stosunkowo niewielka książka autorstwa Alfreda Dobree pod tytułem „Japanese Sword Blades” (czyli „Głownie japońskich mieczy”).

mt:ignore

Na takie zdjęcia można patrzeć bardzo długo...

To połączone teksty dwóch wykładów jakie A. Dobree wygłosił w lutym i Listopadzie 1905 roku w Królewskim Instytucie Archeologicznym, którego był członkiem. Alfred Dobree żył w latach 1864 – 1937 i do dzisiaj uchodzi, za wielkiego miłośnika i znawcę kultury japońskiej. Pierwsze wydanie z 1905 roku zostało kolejny raz wydrukowane dopiero w 1967 roku. A nakłady były więcej niż skromne , po 200 -300 egzemplarzy. Dopiero w 1971 roku ukazało się kolejne wydanie w „oszałamiającym” nakładzie 1000 egzemplarzy. Dobree pisał swoją książkę w czasie, kiedy epokę feudalną w Japonii pamiętało jeszcze tysiące świadków. Od czasu objęcia władzy przez cesarza Meiji minęło niecałe 40 lat a i sam cesarz nadal miłościwie panował budując potęgę Kraju kwitnącej wiśni. Na przełomie XIX i XX wieku nikt mieczy publicznie już nie nosił, ale pamięć o samurajach i ich zwyczajach była ciągle żywa. Japonia została otwarta na świat i fascynowała cudzoziemców nie mniej, niż dzisiaj, chociaż zapewne z innych powodów. W wykładach A. Dobree przedstawia szereg podstawowych informacji technicznych o głowniach, przytacza odpowiednie nazewnictwo, jednak w opisach bardziej „literackich” stara się przytaczać opinie innych, należy rozumieć uznanych przez niego autorytetów. Jedną z cytowanych osób jest Inazo Nitobe (1862 – 1933). Japoński znawca rolnictwa, ale też dyplomata, autor wielu prac o kulturze Japonii. Największą sławę przyniosła mu książka pod tytułem „BUSHIDO – Dusza Japonii” wydana w 1900 roku. Na marginesie – praca ta ukazała się po polsku już w 1904 roku! Książkę tę znał już wtedy Alfred Dobree i w swoim wykładzie przytoczył następujący fragment:

„ Płatnerz nie był zwyczajnym rzemieślnikiem, ale raczej artystą z bożego powołania, a jego pracownia istnym sanktuarium. Robotę zaczynał co dzień od modłów i oczyszczań, czyli jak brzmi często używany frazes: „całą swą duszę wkładał w kucie i hartowanie stali”. Każdy ruch młota, każde zanurzenie w wodzie, każde pociągnięcie osełki, było aktem religijnym o niemałym znaczeniu. Czy to był ruch mistrza, czy też jego bóstwa opiekuńczego, który mieczowi nadawał tyle straszliwego czaru? Doskonały jako dzieło sztuki, mógł śmiało ostać się wobec swych rywali z Toledo lub Damaszku, a jednak tkwiło w nim więcej niż mu sztuka dać byłaby w stanie. Zimna klinga, natychmiast mętniejąca, kiedy jej dobyto, najczystsza stal rzucająca niebieskawe błyski, nieporównane ostrze, do którego przywiązane były opowieści niewyczerpane, linia grzbietu łącząca w sobie siłę i wdzięk. Wszystko to elektryzowało nas uczuciami pełnymi siły, piękna, strachu i grozy. Tak niewinny dopóki pozostawał przedmiotem radości lub piękna, lecz zawsze pod ręką, dawał niemałą pokusę do nadużyć. Zbyt często wybłyskiwało ostrze ze swej spokojnej pochwy. Nieraz też nadużycie prowadziło do tego, że próbowano ostrza na szyi zupełnie niewinnej istoty.” (fragment z książki „ Bushido. Dusza Japonii” wydanej w 2001 roku przez bydgoskie wydawnictwo „Diamond Books”). Ostatnie zdanie przytoczonego fragmentu odnosi się do bardzo starych czasów, czyli początku ery Edo (ca 1600 r.), a ową „niewinną istotą” był z reguły wiejski chłop, a nie inny samuraj. Japońskie miecze zachwycają dzisiaj cały świat nie ze względu na fakt jak wspaniałą są bronią, lecz ze względu na ich artystyczny, perfekcyjny wygląd, dlatego są traktowane na równi z dziełami sztuki. A Inazo Nitobe, w uznaniu jego zasług, znalazł się w 1984 r. na banknocie o wartości 5000 Yen, co możemy zobaczyć i dzisiaj.

mt:ignore

Zdjęcie: By Eclipse2009 - Own work, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15678738

I jeszcze jeden fragment z wykładu Alfreda Dobree’ego:

„Gouse, francuski autorytet w dziedzinie sztuki japońskiej, mówi: „ Japońskie głownie są nieporównywalne z żadnymi najpiękniejszymi jakie świat kiedykolwiek wytworzył; te z Damaszku i Toledo, jako przykłady kucia i hartowania stali, wyglądają przy nich zaledwie jak próby dzieci”. Mocne słowa. A takich opinii Dobree przytacza więcej.

Proszę zauważyć, że na przełomie XIX i XX wieku, świat odwoływał się do wyrobów z Damaszku i Toledo jako do wzorów, które były niedoścignione i bardzo cenne. I takie wyroby w porównaniu do mieczy japońskich są uznawane za „próby dzieci” !. Do wycieczek do Damaszku nie zachęcam z powodów oczywistych, ale przy okazji wyjazdu do Hiszpanii na pewno warto zajrzeć do Toledo, gdzie nie ma chyba ani jednej ulicy na której by nie było toledańskich mieczy. Tyle, że niestety, całkowicie zgadzam się z Panem Gouse.

Książka A. Dobree’ego zawiera również podstawowe podziały mieczy japońskich ze względu na ich kształty, metody hartowania ostrza, szlifowania etc. Co ciekawe, możemy tutaj znaleźć nazewnictwo, którego nie spotkamy nigdzie indziej. Dobree opracował również pewien własny „system” jak bez znajomości języka japońskiego można odczytywać najważniejsze inskrypcje na mieczach.

mt:ignoremt:ignore

mt:ignore

mt:ignore

Załączone tabele są bardzo praktyczne i rzeczywiście są dużą pomocą. Należy zatem mieć nadzieję, że doczekamy się kiedyś przetłumaczenia tej książki na język polski.    

 

/-/Henryk Socha