Artykul   "GRECOS" - jak zepsuć wakacje...po wakacjach, maj 2015

 


 

 

"GRECOS" - jak zepsuć wakacje...po wakacjach

 

 b_550_195_16777215_00_images_stories_TRESC_ARTYKULY_Kreta_b.JPG

 

„Grecos” – jak zepsuć wakacje…po wakacjach.

W maju br. wykupiłem 2-tygodniowe wakacje w Grecji. Z pewnymi przykrościami, jak wielogodzinne opóźnienie wylotu, lot z Warszawy do Grecji przez…Poznań, trzeba się zawsze liczyć. Jednak horror narastał. Po przylocie do Grecji okazało się, że porządna walizka na kółkach została kompletnie zniszczona. No, cóż, to też może się zdarzyć. Przypadek został zgłoszony i okazany odpowiednim służbom greckim, które wystawiły stosowne zaświadczenie i wprowadziły zgłoszenie do systemu komputerowego. Jednocześnie służba ta poinformowała, że szkodę należy zgłosić w ciągu tygodnia od daty powrotu. Po przylocie do Warszawy, na wszelki wypadek, natychmiast zgłosiłem się do biura linii lotniczych, gdzie otrzymałem pisemną instrukcję, że „w celu rozpatrzenia reklamacji prosimy w ciągu 7 dni od daty przylotu skontaktować się bezpośrednio z linią lotniczą”. I to co wyglądało do tej pory w miarę zwyczajnie, zaczęło się przeradzać w wakacyjny koszmar. Następnego dnia po przylocie odpowiednia reklamacja, wraz z wymaganymi dokumentami, została złożona w biurze linii lotniczych. Decyzja w tej sprawie została podjęta już następnego dnia. Zamiast zwrotu 500 zł za zniszczoną walizkę, linie całkowicie odrzuciły reklamację, twierdząc, że zgodnie z ich przepisami minął czas na reklamację, który ustalono na „7 dni od zaistnienia szkody”. A ja na wakacjach byłem 2 tygodnie! A teraz o samym przewoźniku. Mało kto zwraca uwagę na to, kogo biuro podróży (w tym przypadku „Grecos”) wynajmuje na przewoźnika. W tym przypadku była to linia o nazwie „SmallPlanet” . Planeta być może jest mała, za to korzystanie z usług tego przewoźnika oznacza spore kłopoty. Siedzibą SmallPlanet jest Wilno na Litwie. Próbowałem poznać przewoźnika nieco bliżej, głównie z jego strony www.smallplanet.aero. Każdy może tam spojrzeć i próbować znaleźć potrzebne informacje, bo biuro przewoźnika jest również w Warszawie . Ale tych informacji bardzo niewiele. Ta ogólnikowość też jest charakterystyczna, kiedy niby wszystkie wymogi formalne spełnione, ale do uzyskania wiedzy bardzo daleko. Nieco więcej można się dowiedzieć z Krajowego Rejestru Sądowego , szczególnie w odniesieniu do biura w Warszawie. Wg tego dokumentu wysokość kapitału zakładowego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością wynosi…50.000 zł (pięćdziesiąt tysięcy złotych). A spółka eksploatuje kilkanaście samolotów!. Wprawdzie w samolotach nadal są zamontowane popielniczki, co dobitnie wskazuje na ich wiek, ale i tak ich wartość musi być znacząca. I jaka jest odpowiedzialność spółki lotniczej o kapitale 50.000 zł? Chyba nawet kawałek skrzydła samolotu kosztuje więcej. Są jednak specjaliści, którzy potrafią zrobić coś z niczego. Nie mogę się pozbyć skojarzeń odnoszących się do linii OLT należących w przeszłości do AmberGold. Samoloty OLT też latały, latały aż przestały latać. Zwrócenie się do „Grecos”-a w tej sprawie też nic nie dało, bo to przecież nie oni, tylko…kolega. Opisując ten przypadek mam na celu uświadomienie Czytelnikom, by zwracali uwagę na to z kim latają, komu powierzają swoje życie i ... bagaże. I jak łatwo jest znajdować powody, dla których „klient nigdy nie ma racji”. To, że stracił bagaż, że dopełnił wszelkiej staranności w dokumentacji – jest bez znaczenia. W całej zresztą korespondencji ze SmallPlanet przebija ten zapomniany duch arogancji rodem z PRL. Między wierszami – pan jako klient to może nam „skoczyć”. Jedno jest pewne – do samolotu linii SmallPlanet na pewno nigdy więcej nie wsiądę. I nawet nie chodzi o koszt walizki, ale o to kim naprawdę jest dla tej linii klient. No, i „Grecos” też nie ma co na mnie liczyć. Wystarczy.

Henryk Socha