Artykul  z bloga red. Anity Czupryn - POLSKA The TIMES, listopad 2014

 


 

 JAPONIA. ZAPISKI Z PODRÓŻY

  

BLOG ANITY CZUPRYN

12
LIS 

  

Anita Czupryn

 

O samurajskich mieczach, czyli w świecie Czarnej Mamby i katany

Każdą z niespodzianek, jaka przytrafia mi się w Japonii, traktuję jako dar. Ale już zupełnie szczególną niespodzianką (i darem) jest dla mnie zaproszenie na Dai Token Ichi – największe w Japonii targi mieczy. Odbywają się co roku w Tokio, zwykle w ostatni weekend października. I co ciekawe, spotykam tu Polaków. Jeden z nich – Pan Henryk Socha, znawca historii i kultury Japonii, autor wielu książek o Japonii, zgodził się udzielić mi wywiadu, choć musiałam konkurować z dziennikarzami z tokijskiej telewizji. Dodam, że książka Henryka Sochy – „Miecze japońskie Nihonto” została podarowana cesarzowi Japonii Akihito, podczas jego pobytu w Polsce w 2002 roku, na zaproszenie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, jako piękny przykład zainteresowania Polaków Japonią. 

 1.jpg 

Henryk Socha na targach mieczy:

  2.jpg

A oto rozmowa. Dla wyrafinowanych odbiorców:)

W gruncie rzeczy nie powinnam być zaskoczona Pana obecnością na Targach Mieczy w Tokio, wiedząc o Pana zainteresowaniu mieczami japońskich samurajów. Ale chyba przyzna Pan, że widok Polaka w tym miejscu to sprawa niecodzienna? 

Zdecydowanie tak. Jeszcze kilka lat temu byłem jedynym Polakiem wśród zwiedzających. Dzisiaj też  nie można mówić o tłumie Polaków, ale coraz częściej można spotkać kilka, kilkanaście osób. Zresztą liczba cudzoziemskich gości z całego świata stale rośnie, więc nie jesteśmy jakimś egzotycznym wyjątkiem. Są Polacy wyjeżdżający specjalnie aby zobaczyć start rakiety kosmicznej na Cape Canaveral i są tacy którzy organizują  biegi zaprzęgów psów husky na Mazurach. Każde hobby, każda pasja jest cenna i godna popierania. A miecze japońskie to nie mniej szlachetne zainteresowanie.

Zauważyłam, że wzbudził Pan niebywałe zainteresowanie japońskich dziennikarzy, którzy relacjonują Targi Mieczy. Poprosili Pana o wywiad i długo nie chcieli wypuścić sprzed kamery. Dla nich, jak widzę nazwisko „Socha san” nie jest obce. Czym jest dla Japończyków zainteresowanie ich mieczami, jakie objawiają ludzie z tak odległego dla nich kraju, jak Polska? 

To w dużej mierze zasługa japońskich mediów, ale myślę, że także japońskiego poczucia historii, tradycji i własnych wartości. Wrodzona miłość do miecza nie skończyła się wraz z upadkiem szogunatu Tokugawów. Wydaje mi  się, że ta miłość trwa do dzisiaj. Oczywiście przybiera formy odpowiednie do dzisiejszej rzeczywistości. Japończycy są dumni ze swojej przeszłości (co nie zawsze jest uzasadnione) i rola miecza w wielowiekowej historii jest powszechnie znana. Nawet jeśli zapytać kilkunastoletnią panienkę, czy wie, co to jest miecz japoński?  - z reguły odpowie: – Katana! Japończycy są przyzwyczajeni  do tego, że ich najwspanialszą białą bronią interesuje się cały świat. Jednak o ile jest to w miarę „normalne” w odniesieniu do Amerykanów, Brytyjczyków czy Australijczyków, o tyle Polak, Saudyjczyk czy mieszkaniec Republiki Południowej Afryki zawsze będzie wzbudzał nieco większe zainteresowanie. Dziennikarzy zainteresował przede wszystkim fakt nie mojego zafascynowania mieczem, ale tym, że w tak egzotycznym (dla nich) kraju ukazało się 10 książek o Japonii mojego autorstwa i zagadnienia broni japońskiej stanowiły często wiodącą tematykę. Szczegółowo wypytywali jaka była wielkość nakładów, czy były wznowienia, czy moje  książki były tłumaczone na obce języki, kto czyta takie książki? Wydanie polskiego romansu przetłumaczonego na język obcy nie budzi szczególnych emocji. Ale specjalistyczne książki polskiego autora wydane za granicą są jakby nową wartością. Bo to oznacza, że nie tylko rodzimy kraj docenił pracę, ale zrobili to również niezależni wydawcy za granicą. I w ten sposób próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, jak bardzo Japonia jest znana za granicą i jak głęboka jest wiedza na temat tego kraju. Dziennikarze reprezentowali kanał 7 TV Tokyo i tworzyli program pt. Dlaczego przyjechał Pan do Japonii? W moim przypadku nie było trudno odpowiedzieć na to pytanie. Miejsce do wywiadu wybrali znakomite, bo tylko na wystawie mieczy (powszechnie znanej jako Dai Token Ichi) można znaleźć cudzoziemców o niestandardowych zainteresowaniach i znających Japonię znacznie głębiej, niż przeciętni turyści (a często lepiej, niż sami Japończycy). Tacy ludzie przyjechali tutaj w konkretnym terminie i nie po to,  by oglądać po prostu kolorowe obrazki, ale by poszerzać swoją wiedzę, rozmawiać ze specjalistami,  a jednocześnie przeżyć wspaniałe chwile obcowania z zabytkami sprzed kilkuset lat. Kiedy pisałem książkę o nożach wytwarzanych w prowincji Gifu wzbudziło to takie zainteresowanie, że zostałem przyjęty przez burmistrza Seki, który zaoferował pomoc organizacyjną, o mojej pracy pisały lokalne gazet, nawet zamieszczając zdjęcia. W Polsce jest Pani pierwsza, która prezentuje zainteresowanie na takim poziomie.

 mt_ignore

Taki wywiad dla japońskiej telewizji to świetna okazja, aby powiedzieć też coś dobrego o Polsce. Przyznam, że podsłuchałam fragment Pana rozmowy, kiedy wymienił Pan nazwisko m. in. reżysera Andrzeja Wajdy, który w Polsce również promuje japońską kulturę. Co jeszcze interesowało japońskich dziennikarzy?

Tak, to bardzo dobra okazja. A mamy naprawdę dużo do powiedzenia o wzajemnych relacjach polsko-japońskich, które liczą grubo ponad 100 lat. Nie mówiąc o tym, że istnieją relacje o pierwszych spotkaniach Polaków i Japończyków w XVII wieku w…Watykanie. Dziennikarze pytali mnie również o to, co oni powinni zrobić, by tradycja miecza nie zaginęła w społeczeństwie japońskim. Nie wiem ile było w tym kokieterii, a ile prawdziwego zainteresowania, ale takie pytanie świadczyło dla mnie o bardzo poważnym podejściu, kiedy zbiera się opinie ze wszystkich kierunków, by wypracować najlepszy wariant. Pytali również o polskie muzea, japońskie zabytki w polskich zbiorach itp. Długo chciałoby się rozmawiać na takie tematy. Uznałem za stosowne przekazać informację, że japońskie zabytki w polskich zbiorach to nie tylko kwestia przypadku, ale celowe działanie wielu polskich kolekcjonerów, mecenasów sztuki i ogólnie ludzi kultury. Wajda był jednym z tych, którzy dzięki swojej twórczości mieli możliwość stworzenia nowych wartości na przyszłość. Stworzone przez niego Muzeum Manggha w Krakowie do dziś świeci najjaśniejszym blaskiem jako przykład miłości polsko-japońskiej, (prawie) bezwarunkowej. A istotne zbiory można także znaleźć w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, w Warszawie, w Pszczynie, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i wielu innych. Powiedziałem również o licznie organizowanych Dniach Japonii w wielu polskich miastach, o tysiącach Polaków uczących się japońskiego, o popularności japońskiego filmu, którego czołową postacią został na zawsze Akira Kurosawa (a który spotkał się przed laty z Andrzejem Wajdą).

Jak dużo Polaków przyjeżdża specjalnie na Dai Token Ichi do Tokio? Ilu ich przybyło w tym roku?

W tym roku przybyło ich kilku, jednak z powodu odległości między Polską i Japonią nikt tutaj nie przyjeżdża jedynie na te 3 dni targów. Zwykle przyjeżdża się na 2-3 tygodnie, by intensywnie zobaczyć to, co Japonia ma najpiękniejszego: zabytki, muzea, świątynie, parki narodowe, ale także…restauracje z potrawami, które można spotkać tylko tutaj.

Czy można już mówić o modzie wśród Polaków na japońskie miecze? Kupują je tutaj?

Słowo „moda” nie jest chyba odpowiednie, bowiem chęć posiadania miecza japońskiego nigdy nie nabrała w Polsce charakteru masowego. Poza dosłownie kilkoma czy kilkunastoma kolekcjonerami większość posiadaczy mieczy japońskich, szczególnie starych, samurajskich, spełnia w ten sposób swoje marzenia o symbolice honoru, wytrwałości, odwadze i lojalności. Są to marzenia, które można znaleźć w japońskim mieczu, ale nie na polskiej ulicy czy w polityce. A marzenia istnieją i będą istnieć. Po zakupie jednego czy dwóch mieczy taki miłośnik marzeń nie potrzebuje ich więcej. To co ma, spełnia jego oczekiwania. Tak więc do „mody” dość daleko. A co do kupna. Jedno jest pewne, żaden Polak (ani inny cudzoziemski turysta) z wystawy  Dai Token Ichi z mieczem nie wyjdzie. Chyba, że nielegalnie, co może się zdarzyć, ale to może doprowadzić do aresztowania dosłownie 100 metrów od wystawy. A w odniesieniu do symboliki miecza samurajskiego to nie sposób nie zauważyć podobieństw do symboliki szabli polskiej. Czasy kawalerii dawno minęły, a nadal największym marzeniem (prawie) każdego żołnierza pozostaje szabla generalska. Do dzisiejszego dnia najwyższe honory w wojsku oddaje się prezentując lub salutując szablą.

Nie jest więc łatwo wywieźć miecz z Japonii, bo traktowane są tu jako dobro narodowe. Jakie warunki trzeba spełnić?

Nie wszystkie miecze są traktowane jako „dobro narodowe”. Decydują o tym odpowiednie władze i przepisy. Część mieczy może być sprzedawana i kupowana. Tutaj kłania się japońska  specjalność, której Polacy dosłownie nienawidzą, mianowicie – pośrednik. Każdy Polak myśli, że jak kupi u producenta, u wytwórcy, to będzie miał najtaniej, a przede wszystkim wyeliminuje „pośrednika”. Nic bardziej mylnego i kosztownego. Wielu wytwórców w ogóle nie chce rozmawiać bezpośrednio z kupującymi. Wielu odmawia dokonania tak stosunkowo łatwej czynności jak wysyłka pocztowa, wielu nie chce nawet słyszeć, że mają załatwiać jakieś formalności. W kulturze japońskiej od tych wszystkich działań jest „pośrednik”. Można go nazywać agentem, biurem handlowym, przedstawicielem, ale chodzi o jedno, jest to ogniwo pośrednie, bardzo w Japonii cenione, które załatwia wszystkie sprawy między wytwórcą i kupującym. Eliminacja pośredników przez „bystrych” Polaków często kończy się konfiskatą miecza lub innymi nieprzewidzianymi nieprzyjemnościami. Korzystanie z pomocy fachowców jest drogą najwłaściwszą i w gruncie rzeczy, najtańszą.

 4.jpg

Co najbardziej na targach mieczy interesuje Polaków?

Mało kto ryzykuje przywóz większej ilości gotówki, bo złamanie przepisów w tym zakresie również może się skończyć konfiskatą.  Z tego powodu zainteresowanie czysto praktyczne ogranicza się do elementów miecza, czyli takich przedmiotów jak tsuba, menu ki, fuchi, kashira, czy oprawy miecza bez samego miecza. Oprawy są przedmiotem zainteresowania bardzo poważnej liczebnie grupy kolekcjonerów japońskich. Niezmienne zainteresowanie powodują prezentowane kompletne zbroje samurajskie. Od strony dekoracyjnej i sztuki rzemieślniczej to szczyty mistrzostwa. Jeśli nie można mieć kompletnej zbroi, można mieć chociaż hełm, który stanowi najpiękniejszy element zbroi.

 5.jpg

Prócz tsub duże zainteresowanie wzbudzają też menuki. Czym one są?

To bardzo szczególny element oprawy miecza, a właściwie element rękojeści. To praktyczne potrzeby spowodowały powstanie konstrukcji rękojeści, która nie zmieniła się od setek lat. Sama rękojeść jest wykonana z drewna, a następnie obciągnięta skórą płaszczki. Materiał wybrany nieprzypadkowo, ponieważ tego rodzaju skóra  najlepiej wchłania pot człowieka. Całość rękojeści ma nałożony oplot, zwykle z taśmy jedwabnej. Żeby maksymalnie wzmocnić uchwyt rękojeści postanowiono pod oplot wkładać metalowe guzy , z obu stron rękojeści ale na różnej długości. W ten sposób można było trzymać rękojeść obiema rękami i uchwyt był zaciśnięty jak imadło. Te metalowe guzy zaczęły z czasem przybierać różne kształty, aż stały się dziełami sztuki i stanowią oddzielny przedmiot zainteresowania kolekcjonerów. To właśnie menuki. W wysokiej klasy oprawach mieczy bywają wykonane z czystego złota, a zwykle z miedzi, żelaza lub stopów metali kolorowych. Oplot rękojeści w znacznym stopniu zasłania menuki, a mimo to nie zaprzestano nadawania im cech sztuki z najwyższego poziomu.

Co wyjątkowego zaobserwował Pan na tegorocznych targach?

Przede wszystkim znacznie zwiększyła się liczba turystów z Chin. Nie muszę chyba dodawać, że bardzo bogatych turystów. A oni przynieśli zmiany, których też się chyba nikt nie spodziewał. Generalnie miecze można podzielić na dwie zasadnicze grupy (abstrahując od innych licznych podziałów) to jest miecze noszone ostrzem w dół (po japońsku tachi) i ostrzem noszonym do góry (katana i odmiany). Miecze tachi królowały na japońskich polach bitew mniej więcej do połowy XVI wieku. Tachi były bardzo dekoracyjne, noszone na rapciach przypiętych do pasa, o długiej głowni i ostrzu sięgającym 90 cm. I otóż Chińczycy ulubowali sobie tachi.  Rynek japoński zareagował natychmiast. Prawie na każdym stoisku oferowano miecze tachi, a na niektórych nawet po kilka. Mieczy antycznych nie przybywa, a szczególnie starych tachi. Znakomita część oferty to tachi wykonane współcześnie. Zarówno współcześnie kute głownie jak i oprawy tachi wykonane z najwyższym kunsztem w oparciu o wzory z XVI wieku i starsze. Z odległości kilku kroków taki współczesny tachi wygląda jakby był najwyższej klasy zabytkiem. I o to chyba chodzi. W kolekcjach amerykańskich czy europejskich można spotkać miecze tachi, ale to raczej na zasadzie wyjątku a nie reguły.

Porozmawiajmy o japońskich mieczach. Widząc ich piękno zaczynam odrobinę pojmować, jak może się zrodzić fascynacja nimi.  Sama czuję, że japoński miecz potrafi nieomal fizycznie przyciągnąć moją uwagę. A przecież na dobrą sprawę, to tylko jednokilogramowy kawałek żelaza, pieczołowicie wykuty przez japońskiego miecznika.

 6.jpg

7.jpg

8.jpg

 

Właśnie o taką wrażliwość chodzi. Każda ocena miecza japońskiego zawiera część obiektywną i subiektywną. Pierwsza to badanie wszelkich cech charakterystycznych dla technik wykuwania stali, rodzaje i sposoby hartowania ostrza, badanie sygnatur na trzpieniu głowni, jakości szlifowania miecza itd., itp. Dla mnie znakomicie ważniejsza jest ocena subiektywna, to coś, co przyciąga nie tyle oko, co umysł. W sposób rzeczywiście magiczny zaczynamy dostrzegać nienaganne proporcje każdej krzywizny miecza, związki pomiędzy poszczególnymi liniami, wyważenie głowni, jej „przyleganie” do dłoni. Wiele z tych uczuć nawet trudno nazwać. To dzieje się jakby poza kontrolą. Bardzo przypomina to stan zakochania. Spotyka się tę wymarzoną i nie ma odwrotu. Nawet jeśli inni dostrzegają jakieś wady, dla zakochanego jest to bez znaczenia. Nie wykluczam, że i sam uległem tym wyobrażeniom i mirażom przeczytawszy setki książek o kulturze samurajów,  a także książek technicznych opisujących powstawanie miecza. Ale to bardzo przyjemne miraże.

Kiedy i w jaki sposób ta miłość do mieczy zrodziła się u Pana?

Było to tak dawno temu, że jawa przeplata się ze snem. Wydaje się jednak, że pierwsze były filmy. To na nich pierwszy raz zobaczyłem Japonię, w latach sześćdziesiątych jeszcze czarno-białą. Wtedy zobaczyłem także samurajskich wojowników i ich miecze. Fascynujące stroje i przesłanie jakie nieśli o honorze, godności, bohaterstwie, odwadze i lojalności bardzo mi odpowiadały. Chęć poznania Japonii spowodowała u mnie, jako piętnastolatka, decyzję o nauce angielskiego. Była to jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu. W konsekwencji miałem wyższe kwalifikacje, lepszą pracę etc.  Angielski pozostaje łaciną naszych czasów i dlatego zachęcam każdego młodego polskiego „samuraja” aby przede wszystkim uczył się języków obcych. Nie da się poznać miecza nie czytając książek, nie rozmawiając ze znawcami czy nie uczestnicząc w takich wydarzeniach jak Dai Token Ichi. Chęć poznania Japonii stała się na tyle silnym impulsem do działań, że po ogromnych wyrzeczeniach finansowych, pierwszy raz odwiedziłem Japonię w 1977 roku. Wtedy też pierwszy raz zobaczyłem prawdziwe samurajskie miecze. Wtedy też już wiedziałem, że nie rozstanę się z nimi nigdy. Chociaż wówczas była to prawdziwa utopia.

 9.jpg

Nie tylko same miecze, ich sposób wyrabiania, ale i sama historia japońskich mieczy jest niezwykle fascynująca, bo idzie za nią historia mieczników, ich życia, samurajów i ich zwyczajów, czy zachowań.

Historia jest fascynująca. W XVI wieku Japonia poznała broń palną, rażącą na odległość, niezwykle skuteczną zarówno w ataku jak i obronie. A mimo to najważniejszym orężem aż do drugiej połowy XIX wieku pozostał miecz. Miecz , który służył do ataku na wrogów, obrony swojego pana lub siebie, a także służył do zadawania sobie śmierci, jeśli nadszedł taki czas. Zachowania samurajów w określonych sytuacjach były mocno skodyfikowane i (przeważnie) wszelkie odstępstwa były karane śmiercią. Jedną z takich naczelnych zasad był zakaz wyciągania miecza z pochwy na dworze szoguna. Bez względu na okoliczności wyciągnięcie miecza z pochwy było karane śmiercią,  a w takich okolicznościach rozkaz popełnienia seppuku był poczytywany za wielką łaskę ze strony wydającego rozkaz śmierci. Jak wiadomo, długie miecze (katana) zawsze były zostawiane na zewnątrz domu, do którego się wchodziło, z zamkiem szoguna włącznie. Jednak z krótkim mieczem wakizashi samuraj nie rozstawał się nigdy i wyżej wspomniany przypadek mógł się zdarzyć. Odsyłam do poznania historii 47 roninów (samurajów bez pana), którzy z powodów honoru i lojalności wobec swojego pana  zostali zmuszeni do popełnienia seppuku. Ich groby znajdujące się na przyświątynnym cmentarzu w Tokio nadal odwiedzają setki Japończyków.

Na okładce katalogu obecnej wystawy Dai Token Ichi prezentowany jest miecz wykonany przez jednego z najsłynniejszych mieczników Muramasę.  To założyciel szkoły kucia mieczy Muramasa (XIV/XVI wiek). Jego miecze mają chyba najczarniejszy PR wśród wszystkich. Są uznawane przez znawców za nadzwyczaj ostre i takie, na których ciąży klątwa. Ponoć jest to część szaleństwa, które ogarnęło samego Muramasę. Jego miecze spowodowały śmierć kilku najbliższych członków klanu Tokugawów, co w efekcie doprowadziło do zarekwirowania większości mieczy i zakazu ich noszenia. Te, które przetrwały, są dzisiaj bezcenne. I taki miecz może Pani zobaczyć na tej wystawie.

Jak to możliwe, że miecze, jakie widzę tu, na targach, mają po kilkaset lat, a wyglądają, jakby były wykute wczoraj. Ani jednej skazy, ani plamki rdzy, żadnego wyszczerbienia. To chyba świadczy o nieomal nabożnym stosunku Japończyków do miecza?

Bardzo prawidłowy wniosek. To pierwszy szogun (po okresie wojen domowych) Tokugawa Ieyasu był autorem powiedzenia „Miecz jest duszą samuraja”. I była to prawda z rodzaju niepodważalnych. Bez względu na to jaki był stan posiadania samuraja (bogaty czy biedny) najważniejszym przedmiotem był miecz. Był to najważniejszy przedmiot w domu, miał swoje honorowe miejsce, było ustalone kiedy i kto może go dotykać. Nieustanna dbałość pozwoliła na to, że do dzisiejszych czasów przetrwały tysiące mieczy. Odpowiednie organizacje pozwalają na dalszą dbałość o miecze oraz zapewniają szlifowanie i konserwację, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Ale nie zawsze tak było?

Zawsze tak było. W warunkach bitwy czy wojny mogły się zdarzać przypadki innych zachowań w odniesieniu do miecza. W warunkach pokoju zawsze dbano o miecze z największą starannością. To był przymus moralny i fizyczny. A dzisiaj możemy podziwiać miecze jako dzieła sztuki, liczące sobie po kilkaset lat i będące w stanie jakby były „wykute wczoraj”. Pani stoi metr od miecza i potrafi to Pani ocenić, nawet intuicyjnie. Mnie się natomiast zdarzyło, że konserwator odpowiedzialny za zakupy w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie poprosił o złożenie oferty na miecz samurajski. Kiedy zobaczył miecz z XVI wieku, tak wyszlifowany jak tu Pani widzi, mało apopleksji nie dostał uznając, że to najbezczelniejsza próba sprzedaży miecza, który został wykuty „wczoraj”. Na certyfikaty japońskie nawet nie chciał spojrzeć twierdząc, że na pewno wszystko jest sfałszowane. Ten „specjalista” po prostu nigdy w życiu nie widział wyszlifowanego miecza japońskiego. Pewnie pracuje do dzisiaj, bo tacy ludzie są „nie do zastąpienia”. Jak Pani widzi, miecz samurajski spotykając  się z brakiem wiedzy i nieograniczoną arogancją może też przegrać.

Sposób noszenia mieczy przez Japończyków to też niezwykle interesująca sprawa. Już samo dotknięcie pochwy miecza jednego samuraja przez samuraja jego mieczem groziło śmiercią?

Tak, były takie przypadki. Trudno dzisiaj wyrokować, co było przyczyną wprowadzenia w Japonii ruchu lewostronnego, natomiast wiadomo, że samurajowie nosili miecze kilkaset lat przed wynalezieniem samochodów. I kierowali się zasadą ruchu lewostronnego. Praktycznym powodem było to, aby samurajowie mijali się na ulicy trzymając miecze skierowane ku obrzeżom ulicy. Samurajowie nosili miecze wsunięte za pas obi, na lewym boku, ostrzem skierowanym ku górze. W ten sposób , przy ruchu lewostronnym, koniec miecza był wysunięty na zewnątrz ulicy. Przy ruchu prawostronnym pochwy by się nieuchronnie zderzały. A to był natychmiastowy konflikt, który z reguły kończył się pojedynkiem, a ten z reguły kończył się śmiercią jednego z oponentów. Takich regulacji było znacznie więcej i dotyczyły prawie wszystkich szczegółów życia codziennego od stroju poczynając, na sposobie uczesania kończąc.

Podróż do historii japońskiego miecza to w istocie podróż do świata japońskiej rzeczywistości. Czego japońskie miecze mogą dziś nauczyć ludzi z zupełnie obcej kultury, na przykład Polaków?

Miecze to pewnie niczego nie nauczą, ale gdyby ludzie chcieli się uczyć, to miecz daje taką możliwość. Sądząc po liczbie Polaków traktujących miecze jako swoje hobby, nadzwyczajnego pędu do wiedzy nie widać. Zresztą miecz nie jest tu wyjątkiem. Już sam fakt, że Polaka stać finansowo na przyjazd do Japonii, by na tokijskiej ulicy narzekać na to, że „nie można się dogadać” i panuje drożyzna, mówi wszystko o naszych kochanych obieżyświatach. A może Pani wywiad coś zmieni?

P.S. Z kolegami dziennikarzami z TV Tokyo doszliśmy do porozumienia:)

 10.jpg

Podobnie, jak z jednym ze sprzedawców, Panem Miwa:

11.jpg

P.S.2. Na targach są doskonali fachowcy, którzy w kawałku stali, z jakiej robione są miecze grawerują inskrypcje na zamówienie:

mt_ignore

13.jpg